2008-05-05 13:36:33
Najbardziej lubi porodówkę
Rozmowa z "Lekarzem Roku 2007" Joanną Martynowską

Uśmiechnięta, bezstresowa, nie lubi zagranicznych wycieczek i futer, a ginekologia i położnictwo to jej zawodowa pasja. Joanna Martynowska, bo o niej mowa, to właściwa osoba na właściwym miejscu. Mimo mocno napiętego grafiku, znalazła czas na rozmowę z nami.
Zdjęcia/załączniki do artykułu:
Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
- Pochodzi Pani z rodziny o tradycjach lekarskich. Czy decyzja o studiach medycznych miała z tym związek?
- Mój tata (lekarz - internista z wieloletnim stażem pracy- przyp. red.) wręcz odradzał mi medycynę. Ale absolutnie nie zrobiłam mu na złość. Nie było też momentu jakiegoś wielkiego olśnienia, przełomu. Po prostu od pewnego czasu wiedziałam, że idę na medycynę i koniec.
- A co, w takim razie, zadecydowało o wyborze specjalizacji?
- Jak się już rozeznałam, o co w tej całej medycynie chodzi, wiedziałam, że mi się to podoba i że mogę to robić, doszłam do wniosku, że chcę być lekarzem zabiegowym. W ogóle to chciało mi się być chirurgiem. Staż zdecydował, że będzie to jednak ginekologia.
- Studiowała Pani w Łodzi. Nie było pokusy, żeby zostać w większym mieście?
- Od początku wiedziałam, że wrócę do Ostrowca Św. Nie było i nie ma mowy, żebym mieszkała w jakimś innym mieście. Nigdy nie zostawiłabym moich ukochanych rodziców, a poza tym jestem lokalną patriotką. Nawet jeśli miałabym nie pracować w swoim zawodzie, powrót był z góry przesądzony.
- Na szczęście znalazła Pani zatrudnienie w ostrowieckim szpitalu i przez 15 lat pracuje w nim jako ginekolog-położnik. Co daje największą satysfakcję w wykonywaniu tego zawodu?
- Najbardziej lubię salę porodową. Porodówka jest po prostu fajna, tam cały czas jest adrenalinka. Szczególnie teraz, kiedy rodzi się mnóstwo dzieciaków (90 porodów w kwietniu!- przyp. red.). Każdy poród jest inny, każda pacjentka jest inna. Podczas porodu trzeba być bardzo skoncentrowanym, ponieważ mogą się pojawić sytuacje, których wcześniej nie było, decyzje muszą być szybkie i właściwe. To jest wyzwanie dla każdego lekarza ginekologa. Myślę, że porodówka na takim oddziale jak nasz, jest najważniejsza, bo tutaj odpowiada się za dwa życia - matki i dziecka.
- Taka odpowiedzialność to duży stres. Jak sobie Pani z nim radzi?
- Na pewno jest to kwestia przyzwyczajenia. Zresztą ja mam taką naturę, że jestem w ogóle niestresowym człowiekiem. Jeśli już mnie coś naprawdę wkurzy, to odreagowuję w ogródku. Relaksująco działa na mnie kizianie - mizianie moich zwierzaków. Jestem szczęśliwą posiadaczką trzech psów i kota.
- Czy oprócz pasji zawodowej i miłości do zwierząt ma Pani jakieś hobby, szczególne zainteresowania?
- Zdaję sobie sprawę, że zabrzmi to dziwnie, ale nie uprawiam żadnych sportów, nie jeżdżę na rowerze, nie nurkuję. Jestem bardzo przeciętnym człowiekiem, domatorką. Moje hobby to mój ogród i moje zwierzaki. Nie lubię zagranicznych wycieczek, hoteli i przepychu. Wakacje, jeśli już gdzieś spędzam, to albo są to górskie wędrówki po naszych Tatrach, albo wypadzik pod namiot na Mazury.
- Jednym słowem "swojski" lekarz z Pani?
- Tak. Ludzie w ogóle często dziwią się, że jestem lekarzem ginekologiem. Moim ulubionym strojem są dżinsy, jeżdżę dwunastoletnim samochodem, nie mam żądzy pieniądza. Wolę otaczać się ludźmi niż rzeczami.
- Nie dziwi więc, że ludzie właśnie Panią wybrali w plebiscycie na "Lekarza Roku 2007". Jakie odczucia w związku z tym?
- Oczywiście radość, chociaż nie ukrywam, że początkowo wielkie zaskoczenie. Dla mnie jest to trochę krępujące, nagle stałam się osobom medialną (śmiech). Myślę, że ten tytuł jest docenieniem pracy całego zespołu, z którym współpracuję: lekarzy, położnych, pielęgniarek i salowych. To naprawdę świetni ludzie a ja miałam farta.
- Tytuł "Lekarz Roku 2007" to niewątpliwie duże wyróżnienie, ale i zobowiązania.
- Z jednej strony wyróżnienie jest zobowiązaniem, z drugiej staram się pracować cały czas najlepiej jak potrafię, koło się zamyka. Na pewno dało mi to trochę do myślenia, że jednak warto dać z siebie więcej i z czasem to będzie zauważalne. To zaufanie, które zostało mi w ten sposób przekazane, daje dodatkowy zastrzyk energii. W tym miejscu dziękuję wszystkim - sprawiliście mi ogromną radość.
- Dziękuję za rozmowę.
/K. Fałdrowicz/