2010-02-15 13:37:31
Płonący wieżowiec
Mężczyzna skoczył z czwartego piętra

Najprawdopodobniej zaprószenie ognia było przyczyną pożaru mieszkania w bloku przy ul. Polnej. Lokator z płonącego mieszkania wyskoczył przez okno. Jego matkę, która schroniła się przed ogniem na balkonie, wyprowadzili strażacy. Oboje trafili do szpitala na oddział Intensywnej Opieki Medycznej. Świadkowie zdarzenia nie zostawili suchej nitki na straży pożarnej, twierdząc, że działania mundurowych były co najmniej mało profesjonalne.
Pożar wybuchł ok. godz. 17.30 w dwupokojowym lokalu na czwartym piętrze.
- Dym wkradający się do naszego mieszkania poczuła córka i szybko wybiegła zaalarmować sąsiadkę z naprzeciwka - informuje lokator mieszkający piętro wyżej. - Zadzwoniliśmy na straż i prędko wybiegliśmy przed blok.
Na straż pożarną telefonowali również mieszkańcy sąsiedniego wieżowca i przechodnie.
W chwili przybycia na miejsce straży pożarnej płonęło wyposażenie jednego z pokoi. Na zewnątrz wisiał mężczyzna, trzymając się parapetu. Zanim strażacy udzieli mu pomocy, 51 -latek spadł z wysokości czwartego piętra. Miał dużo szczęścia. Z poparzoną lewą ręką, lewą nogą i głową oraz ze złamaniem otwartym stawu skokowego został przewieziony do szpitala. Strażacy weszli do mieszkania i ewakuowali stojącą na balkonie 83 -letnią kobietę. Ona również została przewieziona do lecznicy.
- Akcja przebiegała sprawnie. Nasze działania polegały na ugaszeniu pożaru i oddymieniu mieszkania, klatki schodowej i sąsiednich mieszkań. We wszystkich mieszkaniach dokonaliśmy pomiarów na obecność niebezpiecznych gazów, w tym tlenku węgla - mówi dyżurny KP PSP Mariusz Krawczyk.
Jednak zdaniem mieszkańców bloku, w którym doszło do pożaru, akcja gaśnicza nie przebiegała sprawnie. Panował chaos, mieszkańcy dzwonili na straż pożarną kilkakrotnie.
- Miałem wrażenie, że strażacy nie radzą sobie z pożarem i nie wiedzą, co trzeba zrobić. Żona dzwoniła na straż dwa razy, przyjechali dopiero po kilkudziesięciu minutach. Całe nasze mieszkanie nadaje się do remontu, ubrania musimy oddać do pralni, bo śmierdzą dymem - mówi jeden z mieszkańców bloku.
- Straż pożarna nie mogła dotrzeć, bo dojazd blokował jeden z samochodów osobowych, który został przepchany. Dymiło się strasznie- mówi mieszkanka klatki, w której doszło do pożaru.
Akcja gaszenia pożaru trwała ponad godzinę. Uczestniczyły w niej trzy zastępy straży pożarnej. Na miejsce sprowadzono specjalny podnośnik, dzięki któremu strażacy mogli dostać się do mieszkania także z zewnątrz. Żeby wejść do środka, musieli używać aparatów tlenowych. Mieszkanie doszczętnie spłonęło. Zniszczona została także klatka schodowa i elewacja budynku.
- Po oględzinach biegły sporządzi opinię i dopiero wówczas będzie można powiedzieć, jaka była przyczyna pożaru. Na chwilę obecną najprawdopodobniejszą przyczyną pożaru było zaprószenie ognia. Z pewnością będzie wszczęte przez prokuratora śledztwo w związku z podejrzeniem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia mieszkańców (art. 163, par. 1, pkt. 1 KK) - powiedział Rafał Pietrkiewicz, oficer prasowy KPP w Ostrowcu Św.
/K.F., KaT, StD/