2007-02-05 13:09:44
Na ratunek szpitalowi
Skąd ta troska?

Apokaliptyczną wizję upadku ostrowieckiego Szpitala Powiatowego przedstawił na ostatniej sesji Rady Miasta Zbigniew Moskalewicz. Spowodowało to gwałtowną reakcję dyrektora placówki, który przyznał, że co prawda służba zdrowia, jak w całej Polsce, przeżywa problemy, ale nie znaczy to, że mieszkańców nie ma kto leczyć.
Zdjęcia/załączniki do artykułu:
Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik
Zbigniew Moskalewicz na sesji w minioną środę przedstawił dziesięć interpelacji, w większości w sprawach dotyczących osiedli bądź utrzymania dróg. Ostatnia wypowiedź wywołała jednak poruszenie, bo gdyby prawdą było to, o czym radny mówił, szpital trzeba by natychmiast zamknąć. Interpelujący zaapelował wręcz o ratowanie placówki.
- Oddział dermatologii nadaje się do likwidacji, istnieje tylko dzięki uprzejmości byłej ordynator-stwierdził Zbigniew Moskalewicz.- Na oddziale ginekologii pracuje jeden lekarz, na pediatrii brakuje pełnej obsługi.
Najgorsza, zdaniem radnego, sytuacja jest na oddziale neurologii, gdzie nie ma obsady lekarskiej. Jego zdaniem, wciąż brakuje lepiej kontraktowanego oddziału udarowego, a większość pacjentów neurologii stanowią osoby po udarach.
- Na oddziale ortopedii dwóch lekarzy odeszło i został tylko ordynator- mówił radny.- Ordynator podobno złożył wypowiedzenie i oddział praktycznie przestaje istnieć. W szpitalu brakuje podstawowego sprzętu do ratowania życia. Rozrasta się natomiast dział administracyjny, gdzie zarobki pracowników są wyższe niż podstawowe pensje lekarzy.
W całej Polsce ze szpitali odchodzą lekarze, którzy wolą zakładać własne praktyki lub wyjeżdżać do pracy za granicę. Podobny problem przeżywa ostrowiecka placówka, czego nie ukrywa dyrektor Józef Grabowski.
- Sytuacja w szpitalu była, jest, i będzie trudna- stwierdził dyrektor.- Nie jest jednak prawdą to, o czym mówi pan radny. To prawda, że lekarze ortopedzi założyli własną praktykę, nie mogę im tego zabronić. Wciąż jednak dyżurują w szpitalu i są do dyspozycji. Zatrudniliśmy nowego urologa, na oddział neurologii wróciła pani doktor po urlopie macierzyńskim. Na ginekologii pracuje nie jeden, a 11 lekarzy. Zgodnie z zachodnimi standardami jeden lekarz jest na dyżurze "ostrym", a drugi dyspozycyjny na telefon. W ubiegłym roku, jak nigdy, wydaliśmy na zakup sprzętu ponad 2,5 miliona złotych. Sytuacja nie zagraża życiu i zdrowiu pacjentów.
Józef Grabowski zarzucił Zbigniewowi Moskalewiczowi, że jego troska ma podtekst polityczny i osobisty. Radny nie krył oburzenia, a chyba powinien, biorąc pod uwagę fakt, że jest bliskim krewnym lekarza, który po odejściu na własną prośbę, nie został ponownie przyjęty do pracy w szpitalu.
/A. Śledzińska/