2007-02-05 13:11:35
Za wszystko trzeba płacić
Żądza władzy

Rusekiewicz postanowił, że tym razem nie odpuści. Wielokrotnie chciał już wyrównać rachunki z szefem ostrojazdowskiego lazaretu, ale do tej pory nie miał okazji. Tym razem się nadarzyła i rajca nie chciał jej przegapić.
Wszyscy zebrani w sali głównej Magistratu przy ul. Doktorskiej byli tego samego zdania. Od kiedy w Ostrojeździe nastał Lisicki, obrady rajców zrobiły się spokojne, po prostu nudne. Nikt nie krzyczał, nikt się nie kłócił. Wódz też wykazywał się wyjątkowym spokojem, nie fukał na rajców, nie obrażał się.
Rusekiewicz postanowił to zmienić. Po ostatnim tajnym spotkaniu LSD, którego główną niespodzianką było niespodziewane pojawienie się Wielkiego Wu wiedział już, co powinien zrobić.
- Zaniedbaliście nasze sprawy- Wielki Wu, który z kolegami nie widział się od dwóch miesięcy, bo chorował. - Jak czytam "Scyzorykowe Wieści" albo "Ostrowieckiego Zeitunga" to aż mnie na mdłości zbiera. Wszystko piękne, ładne i mądre. Lisicki ma w Ostrojeździe prawdziwy raj, nikt mu nie przeszkadza, a wszyscy przytakują. Co z wami?
Obecni na zebraniu tylko zwiesili głowy. Wzrok byłego wodza padł na Skalniakową.
- Na mnie proszę nie patrzeć- obruszyła się.- Ja u Lisickiego już nie pracuję, wszyscy wiedzą, że mnie zwolnił. A u Digitusa robię swoje. Wstrzymałam się podczas głosowania nad budżetem prawda?
- To prawda- wódz przeniósł wzrok na pozostałych- Rusekiewicza, Muzealnika, Smutalskiego i Bajorka, który co prawda też chorował, ale na spotkanie przyszedł.- A wy co?
Rusekiewicz i Muzealnik popatrzyli po sobie. Pozostali koledzy niewiele mogli zrobić, ale oni faktycznie mogli trochę namieszać.
- No niech tam będzie, mogę się poświęcić i trochę popsuć tę atmosferę przyjaźni i zrozumienia- westchnął Rusekiewicz.- Szef ostrojazdowskiego lazaretu wkurzył mnie ostatnio...
- A co ci zrobił?- zaciekawili się.
- Mnie nic, ale siostry mi do pracy nie przyjął. To ja mu się teraz odwdzięczę.
- No i dobrze- Wielki Wu klasnął w dłonie.- Tylko nie zapomnij przy okazji dogadać Digitusowi. Przygotujcie też coś na następne zebranie.
* * *
- Ale obiecaj mi, że kupisz- żona Greczyńskiego, szefa "Ostrojazdowskiego Zeitunga" już od dwóch godzin przygotowywała się do wielkiego, corocznego balu Prywaciarzy.- Bardzo bym chciała ją mieć.
- Zupełnie nie rozumiem po co.
- Jak to po co? Nie chcesz mieć bombki "Scyzorykowych Wieści"? Moglibyśmy ją postawić na kominku.
- Tak, albo stłuc- naczelny uśmiechnął się na samą myśl o tym, jak depta cacko.- Może jednak kupię...
* * *
Trzy godziny później Greczyński musiał przyznać, że tym razem nie ziści swoich marzeń. Licytacja bombki poszła tak szybko, że nawet nie zauważył i zanim się zorientował, ubiegł go Rozłożysty. Znowu.
Na pocieszenie został mu jednak taniec z gwiazdą wieczoru. Z zawodową, śliczną tancerką.
- Może choć przez chwilę w tańcu poczuję się jak gwiazda- myślał podekscytowany aż do chwili, gdy okazało się, że za taniec będzie musiał zapłacić.
- A nie moglibyśmy zrobić zrzutki do kapelusza?- spytał z nadzieją...
//